Niedawno napisałem o zderzeniu z rzeczywistością. Nie było tak dramatyczne jak wynikało z opisu, bo przecież nie taki diabeł straszny jak go malują.
Czym się zajmuję w pracy?
Dzień zaczyna się zwyczajnie. Poranna modlitwa, skupienie, a potem przyjacielskie rozmowy przy stole. Wszystko bez pośpiechu bo wstajemy na dwie godziny przed pracą. Również do biura udaję się niespiesznie spacerując po Esplanadzie pomiędzy falistymi budynkami Parlamentu. Jeśli mamy szczęście to odbija się od nich złociste poranne słońce. Jeśli jest normalnie to wieje i pada deszcz. Nikt na niego nie zwraca uwagi.
Przejście przez szklane drzwi i od razu robi się chłodniej. Wnętrze Parlamentu to mikrokosmos, który ma swój mikroklimat. Wita mnie znajomy uśmiech dwóch strażników, którzy czekają, aż wyjmę znajomą im komórkę i położę ją w plastikowym pudełeczku. Z uśmiechem popycham pudełeczko przez rentgen i bezpiskowo przechodzę przez bramkę. Szybko windą na drugie piętro, zahaczyć o pocztę (znowu sterta listów od firm, mediów, uczelni i innych MEP'ów). W wąskim korytarzu wpadam jeszcze na biegnącego gdzieś MEP'a Migalskiego, który rzuca żartami do biegnących za nim dziewcząt. Jeśli ma się prawdziwe szczęście to obok przejdzie również gwiazda nieblednąca, rockstar parlamentu Nigel Farage. Gbur. Ale jak pięknie mówi.
Przekluczam zamek, wchodzę do biura i automatycznie uruchamiam komputer. Patrzę przez okno, znowu leje. Kiedy siadam i próbuję odczytać emaile, oślepia mnie intensywne słońce. Wkurzony chcę zasłonić okno, ale znowu zaczęło padać. Maile, maile, maile. Są ich tysiące, a nawet setki. Każda konferencja, każdy public hearing jest reklamowany na miesiąc przed. Potem dostajesz przypomnienie co kilka dni. Na tydzień przed codziennie. Dwa dni przed kilka razy dziennie. Do tego dochodzi regularna korespondencja między instytucjami i MEP'ami. No i spam. Co trzeci email przeprasza za spam. Spam to prośby asystentów i stażystów szukających noclegów w Strasbourgu, szukających miejsca w samochodzie jadącego do Strasbourga. Spam to informacje o mieszkaniach, albo prywatne reklamy tych mieszkań. Przepraszają za spam wszyscy, którzy chcą załatwić sprawę prywatnie lub półprywatnie. Przepraszają szukający kolejnego stażu, przepraszają wysyłający zdjęcia z jakiegoś wydarzenia. Dzień dobry, fajny pokój widziałem tylko 680 euro i 30 minut autobusem do parlamentu. Przepraszam za spam. Spam, spam, spam.
Woda za oknem ścieka bystrze jak w wodospadzie Szklarka. Zanikający, buchający, nieregularny odgłos deszczu już nie zwraca mojej uwagi. Nie może jej zwracać. Pan Poseł jest w biurze. Ciągle potrzebuje kolejne informacje. Projekt na czwartek? Dobrze, że już go skończyłem bo teraz bym się nie wyrobił. Pytanie za pytaniem, konspekt za konspektem. Wysyłam je najpierw do asystentki, potem sprawdzam drugi raz. O pomyłce nie może być mowy. Poseł ich nie lubi. Powaga i zmartwienie na jego twarzy świadczy o tym, że czwartkowy konspekt, który udało się już napisać jest dużo ważniejszy, niż myślałem. Poseł wychodzi. Po kilku minutach wraca, z wydartym naprędce kawałkiem gazety. Kładzie ją przed nami i rozwija krok po kroku ostrą jak ostrze brzytwy wizję. Jej rozmach przekracza granice mojego pojmowania. Jej wielkość i znaczenie budzą we mnie mieszankę uczuć podobną do tygla za oknem. Teraz akurat słońce znów świeci, jakby chciało komentować wizję Posła. Później w nocy nie mogę zasnąć przez setki myśli kłębiących się w głowie. Nawet wyciszająca modlitwa wieczorna w La Viale nie była w stanie pomóc.
Konferencje, biegnij szybko słuchaj czy nie forsują za dużo. Siedź cicho i notuj. Biegnę przez labirynt korytarzy, szybko jedną windą do góry, potem marsz przez centrum i czekanie na kolejną windę. Ludzie nerwowo stukają obcasami butów i wycierają dłoniami nosy. Też spieszą się w to samo miejsce. Obecność ludzi wielkiego przemysłu i lobbystów na konferencji zdaje się nie dziwić nikogo poza mną. Krótkie wystąpienia prelegentów są tylko przyczynkiem. Wszyscy rzucają się na europejski tort. Każda firma uważa swoje stanowisko za najważniejsze, najracjonalniejsze. Ale inna wykreuje więcej miejsc pracy dla młodych. Inna zaś jest całkowicie zielona i ekologiczna. Jeden z obecnych MEP uspokaja wszystkich słodkimi słowami, że wszystkie uwagi będą wzięte pod uwagę. Wychodzę, wracam do biura z zeszytem pełnym zapisków i zdaję relację. Nie jest tak źle - słyszę w odpowiedzi, choć nie wiem do końca dlaczego. No tak przecież jest Plan.
Naostrz ołówki. Poseł wyjechał do Strabourga. Cisza, tylko za oknem znów burzy się i chmurzy. Po całodziennych spieszeniach uzupełnianie baz danych przypomina mi bardziej machanie cepem. Bezmyślnie i mechanicznie uzupełniam, każdą linijkę. Nawet nie zauważam jak odruchowo sprawdzam każdy wpis dwa razy. O pomyłce nie może być mowy. Nie przeproszę za spam.
Czym się zajmuję w pracy?
Dzień zaczyna się zwyczajnie. Poranna modlitwa, skupienie, a potem przyjacielskie rozmowy przy stole. Wszystko bez pośpiechu bo wstajemy na dwie godziny przed pracą. Również do biura udaję się niespiesznie spacerując po Esplanadzie pomiędzy falistymi budynkami Parlamentu. Jeśli mamy szczęście to odbija się od nich złociste poranne słońce. Jeśli jest normalnie to wieje i pada deszcz. Nikt na niego nie zwraca uwagi.
Przejście przez szklane drzwi i od razu robi się chłodniej. Wnętrze Parlamentu to mikrokosmos, który ma swój mikroklimat. Wita mnie znajomy uśmiech dwóch strażników, którzy czekają, aż wyjmę znajomą im komórkę i położę ją w plastikowym pudełeczku. Z uśmiechem popycham pudełeczko przez rentgen i bezpiskowo przechodzę przez bramkę. Szybko windą na drugie piętro, zahaczyć o pocztę (znowu sterta listów od firm, mediów, uczelni i innych MEP'ów). W wąskim korytarzu wpadam jeszcze na biegnącego gdzieś MEP'a Migalskiego, który rzuca żartami do biegnących za nim dziewcząt. Jeśli ma się prawdziwe szczęście to obok przejdzie również gwiazda nieblednąca, rockstar parlamentu Nigel Farage. Gbur. Ale jak pięknie mówi.
Przekluczam zamek, wchodzę do biura i automatycznie uruchamiam komputer. Patrzę przez okno, znowu leje. Kiedy siadam i próbuję odczytać emaile, oślepia mnie intensywne słońce. Wkurzony chcę zasłonić okno, ale znowu zaczęło padać. Maile, maile, maile. Są ich tysiące, a nawet setki. Każda konferencja, każdy public hearing jest reklamowany na miesiąc przed. Potem dostajesz przypomnienie co kilka dni. Na tydzień przed codziennie. Dwa dni przed kilka razy dziennie. Do tego dochodzi regularna korespondencja między instytucjami i MEP'ami. No i spam. Co trzeci email przeprasza za spam. Spam to prośby asystentów i stażystów szukających noclegów w Strasbourgu, szukających miejsca w samochodzie jadącego do Strasbourga. Spam to informacje o mieszkaniach, albo prywatne reklamy tych mieszkań. Przepraszają za spam wszyscy, którzy chcą załatwić sprawę prywatnie lub półprywatnie. Przepraszają szukający kolejnego stażu, przepraszają wysyłający zdjęcia z jakiegoś wydarzenia. Dzień dobry, fajny pokój widziałem tylko 680 euro i 30 minut autobusem do parlamentu. Przepraszam za spam. Spam, spam, spam.
Woda za oknem ścieka bystrze jak w wodospadzie Szklarka. Zanikający, buchający, nieregularny odgłos deszczu już nie zwraca mojej uwagi. Nie może jej zwracać. Pan Poseł jest w biurze. Ciągle potrzebuje kolejne informacje. Projekt na czwartek? Dobrze, że już go skończyłem bo teraz bym się nie wyrobił. Pytanie za pytaniem, konspekt za konspektem. Wysyłam je najpierw do asystentki, potem sprawdzam drugi raz. O pomyłce nie może być mowy. Poseł ich nie lubi. Powaga i zmartwienie na jego twarzy świadczy o tym, że czwartkowy konspekt, który udało się już napisać jest dużo ważniejszy, niż myślałem. Poseł wychodzi. Po kilku minutach wraca, z wydartym naprędce kawałkiem gazety. Kładzie ją przed nami i rozwija krok po kroku ostrą jak ostrze brzytwy wizję. Jej rozmach przekracza granice mojego pojmowania. Jej wielkość i znaczenie budzą we mnie mieszankę uczuć podobną do tygla za oknem. Teraz akurat słońce znów świeci, jakby chciało komentować wizję Posła. Później w nocy nie mogę zasnąć przez setki myśli kłębiących się w głowie. Nawet wyciszająca modlitwa wieczorna w La Viale nie była w stanie pomóc.
Konferencje, biegnij szybko słuchaj czy nie forsują za dużo. Siedź cicho i notuj. Biegnę przez labirynt korytarzy, szybko jedną windą do góry, potem marsz przez centrum i czekanie na kolejną windę. Ludzie nerwowo stukają obcasami butów i wycierają dłoniami nosy. Też spieszą się w to samo miejsce. Obecność ludzi wielkiego przemysłu i lobbystów na konferencji zdaje się nie dziwić nikogo poza mną. Krótkie wystąpienia prelegentów są tylko przyczynkiem. Wszyscy rzucają się na europejski tort. Każda firma uważa swoje stanowisko za najważniejsze, najracjonalniejsze. Ale inna wykreuje więcej miejsc pracy dla młodych. Inna zaś jest całkowicie zielona i ekologiczna. Jeden z obecnych MEP uspokaja wszystkich słodkimi słowami, że wszystkie uwagi będą wzięte pod uwagę. Wychodzę, wracam do biura z zeszytem pełnym zapisków i zdaję relację. Nie jest tak źle - słyszę w odpowiedzi, choć nie wiem do końca dlaczego. No tak przecież jest Plan.
Naostrz ołówki. Poseł wyjechał do Strabourga. Cisza, tylko za oknem znów burzy się i chmurzy. Po całodziennych spieszeniach uzupełnianie baz danych przypomina mi bardziej machanie cepem. Bezmyślnie i mechanicznie uzupełniam, każdą linijkę. Nawet nie zauważam jak odruchowo sprawdzam każdy wpis dwa razy. O pomyłce nie może być mowy. Nie przeproszę za spam.
"Gbur. Ale jak pięknie mówi".
ReplyDeleteTacy są najgorsi.
===
Piotrze, z przyjemnością przeczytałem Twoje posty. Pisz dalej, od czasu do czasu zajrzę i skomentuję. :-)
Filtry w programie pocztowym?
ReplyDeleteNie możesz tego filtrować. Jak nie wyślesz 10 razy emailu to nie masz pewności, że go poseł/asystent nie przeczyta. A w ten sposób przynajmniej nie musisz długo szukać konkretnej informacji w zaspamionej skrzynce.
ReplyDelete