Wednesday, June 13, 2012

King in the (N)north? Czyli nie wywołuj wilka z lasu.

Wszystko zaczęło się w zeszłym tygodniu całkiem niewinnie. Siedziałem wtedy w biurze odkrywając złożoności europejskiej polityki energetycznej i wykorzystując autorytet biura poselskiego by pozyskać informacje, które normalnie kosztują setki tysięcy euro. Zaangażowany w projekt siedziałem w ciszy i jedyny dźwięk jaki wydawałem to stukot klawiatury. Obok asystentka posła musiała być równie zapracowana, gdyż z jej strony również dochodziły korespondujące dźwięki klawiaturowych układające się w awangardowy utwór późnej nowoczesności. Za oknem deszcz wygrywał swoją własną odwieczną pieśń.

Z pracoholicznego letargu wyrwało nas pukanie do drzwi. Mimowolnie wyrwało mi już się "come in please".
Do biura wszedł, a w zasadzie wtargnął południowo wyglądający pan i jego zgrabna asystentka. Rzut oka na badge i już wiem, że mam doczynienia z MEP'em z Cypru. Poseł wszedł prędko do biura naszego MEP'a, asystentka zaś została z nami. Przynajmniej przez ten krótki moment oddechu miałem przyjemność zaznajomić się z uroczą Cypryjką. I w momencie, kiedy rozmowa zaczynała się kleić z biura wyszli Europosłowie. Dokończyli coś uzgadniać i Cypryjski MEP zabrał swoją czarnowłosą nimfę wraz z nim. Wychyliłem głowę za drzwi lecz oni  rozpłynęli się już w szarych korytarzach Parlamentu jak we mgle.

Cała historia została natychmiast przeze mnie zapomniana i nie przywoływałbym jej tutaj, gdyby nie to co miało wydarzyć się później.

Kolejne dni przyniosły kolejne melodie wygrywane na klawiszach laptopów. Nowe sprawy, nowe projekty i nowe zadania. Przygotowania do sesji plenarnej w Strasbourgu szły pełną parą. W całym tym zamęcie przygotowywaliśmy jeden niezbyt ważny dokument dotyczący północnego Cypru. Treść noty była chyba sporządzona przez cypryjską asystentkę, której ulotne wspomnienie z trudem próbowałem przywołać ledwie po tygodniu po spotkaniu. Nota była napisana bardzo dokładnie i nie mogliśmy jej nic zarzucić. Tylko jeden mały szczegół zwrócił naszą uwagę. W jednym zdaniu opisane było territory of north Cyprus. Forma wydała nam się niepoprawna i w zasadzie automatycznie zmieniliśmy ją na Northern Cyprus.
I gdy już Poseł wyjechał do Strasbourga. Gdy nastała cisza, gdy lokomotywa zwolniła obroty, nikt nie przewidział, że będzie jeszcze zdolna do gwizdu. A gwizd ten był długi i donośny.
Kiedy jak co dzień przyszedł przyszedłem do biura równo o godzinie 9.00, zdjąłem, otrzepałem kurtkę przeciwdeszczową i dałem jej odciec z wody. Myślałem, że jak co dzień będę mieć co najmniej pój godziny ciszy i w spokoju przejrzę prasę. Jednostajny dźwięk deszczu szybko przerwał telefon. O 9.05? Już? Tak wcześnie? Niebywałe, kto to może być o takiej porze, gdy biura ledwo ruszają a asystenci ledwo włączają komputery i już telefon? W słuchawce odezwał się tubalny głos Cypryjskiego MEP'a. Przez dziesięć minut tłumaczył mi, że zaszła straszna pomyłka i jakże to w oficjalnym dokumencie unijnym ma być Northern Cyprus? Jak to tak? Co to k%@$a jest?! Że co, że niepodległość uznajemy Tureckiej Republiki Cypru Północnego? To oferujemy pomoc wcześniej, a teraz zdrada?! Zaskoczony szukam słów i dukam coś o asystentce, która wszystko wie i załatwi.

Całe szczęście, że asystentka wchodzi do biura, szybko tłumaczy, że można dokument jeszcze zmienić i nie ma problemu. Telefon, który odezwał się dziesięć minut później utwierdził nas w przekonaniu, że problem jednak jest. Dokument już jest tłumaczony na inne języki. Trzeba albo szybko (teraz!) zmienić jego treść, albo najlepiej całkowicie go cofnąć, albo nie wiem co! My też nie wiemy co! I co?
Cały dzień nękani telefonami i kolejnymi propozycjami rozwiązania problemów nasuwały nam coraz to kolejne myśli o tym dlaczego Grecy muszą tak wszystko komplikować i dlaczego grecka gospodarka jest w takim położeniu w jakim jest. Dzisiaj poza telefonami w trakcie lunchu i dostaliśmy też propozycję kolejnego dokumentu. Tym razem naprędce napisaną i pełną błędów. Nie możemy jej tak puścić dalej. Kogo tu winić? Szkolny nawyk by poprawiać błędy ortograficzne? W poprzednim poście zamieściłem obrazek globu do góry nogami. Teraz czuję jakby ten glob wybrał się do wesołego miasteczka pełnego absurdu i karuzel. Postmodernistyczna kakofonia klawiatur została zastąpiona przez dzwonek telefonu, który przypomina brzęczenie zabawki lub dźwięk wydawany przez kolorowe buty klauna, gdy ten śmiesznie chodzi między dziećmi w przedszkolu.

Choć ta historia nie zna jeszcze swego zakończenia, to myślę, że wystarczającym komentarzem zamykającym będzie stary kawał jednego z braci Marx: Jeśli ktoś wygląda jak idiota, zachowuje się jak idiota, to nie dajcie się zwieść. To jest idiota.

3 comments:

  1. "awangardowy utwór późnej nowoczesności"

    :-D

    Dowcip na końcu: :-D

    Piotrze, naprawdę dobrze się Ciebie czyta!

    A jeśli chodzi o meritum, to tak, pewnie lepiej byłoby napisać "the northern parts of Cyprus" lub podobnie. Ale mądry Staszek po (cudzej) szkodzie.

    ReplyDelete
  2. To nie my pisaliśmy ten tekst, tylko redagowaliśmy, więc to autro z Cypru tak niejasno napisał.

    ReplyDelete