Wednesday, June 6, 2012

Consideracions sur la culture politique de Pologne.

Natura zagadnienia tego leży w pradawnych zwyczajach przodków naszych. Choć fizycznie wyeksterminowane przez dwudziestowieczne zawieruchy, polskie elity pozostawiły nam w spadku nawyki, o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy. Niczym obrazy mistrzów impresjonizmu, które z bliska niewyraźnymi się objawiają, dopiero z daleka nabierają kształtów, znaczenia i piękna. Polska kultura polityczna błyszczy najjaśniej dopiero gdy jej światło odbija się od szklanych murów Parlamentu Europejskiego. Przez pryzmat tego budynku można oglądać ją jak w soczewce.

Polsko-polskie rozgrywki znane są nam mediów krajowych. W tym miejscu nic nowego się nie odkryje.Obóz oświeconych walczy z konfederacją i obrzuca ich ciemnogrodami warcholstwem i tym podobnymi uroczymi słowami..
Konfederaci zaś nie pozostają dłużni i odkrzykują równie urocze słowa o zdradzie, hańbie, Targowicy. Wchodzą do Parlamentów i Krzyże wieszają na ścianach.
Ten słodki obraz znamy wszyscy i solidarnie go kochamy lub nienawidzimy niczym nie skrępowaną miłością i nienawiścią. Wystarczy jednak poczekać piętnaście minut, aż zacznie się zebranie Grupy Polskiej. Nagle krzyczące i oburzone twarze zmieniają swój wyraz. Zaciśnięte zęby i czerwoność ustępują. Zamiast emocji pojawia się skupienie. Skupienie i cisza.
Wszyscy Polacy siadają w ławach. Od Sasa do Lasa, od socjalistów po konserwatystów. Racyją stanu zjednoczeni debatują zacięcie na tematy o wysokich poziomach szczegółowości. Poseł Saryusz-Wolski zasiada na środku i moderuje tematami! Dyskutują Polacy, o krótkich odcinkach torów kolejowych. Składają sprawozdania z sojuszy, jakie udało im się zawrzeć w polskiej sprawie czy to z brytyjskimi konserwatystami, czy też z Grupą Węgierską. Zmęczeni porannymi krzykami debatują nad każdym szczegółem, który pomoże przelać chociaż odrobinę życiodajnych eurofunduszy do kraju ojczystego.
Wypłukani z energii po całogodzinnym skupieniu wychodzą posłowie.

To jednak nie koniec trudów i znojów. Oto część z nich przechodzi piętro wyżej na spotkanie grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Jako, że tego dnia działania Polaków skupiły się na Public Hearing w sprawie TV Trwam ich sprawozdanie było krótkie. Ton dyskusji nadawali więc Brytyjczycy i Czesi. Jakże inne było to spotkanie. Nieprzystawalność dwóch politycznych światów Brytyjskiego i Polskiego wydawać by się mogło jest absolutna. A jednak! Dystans, żarty i cięte riposty nie są cechą wrodzoną Brytyjskich polityków. Można się ich nauczyć tak jak dziecko uczy się chodzić, a retor przemawiać. Pomimo powagi spraw, i ostrych jak brzytwa i trafnych słów Polskiego Posła Konrada Szymańskiego (dla którego mam zaszczyt i przyjemność pracować), na sali panuje luźna atmosfera i żartobliwy rechot. Rechot jest kulturalny, nie przeszkadzający rozmówcom, a jakże oświeżający i rozluźniający po całym dniu politycznego znoju.

Przez trzy godziny Ci sami politycy pokazali trzy różne oblicza, trzy różne twarze i trzy różne osobowości. Polityka to gra, więc jeśli chcesz w nią grać to lepiej, żeby sprawiała przyjemność. Jeśli nie, to jest na to rada, którą wyśpiewał kiedyś Alan Price:



1 comment: