Od razu wiesz kiedy się zjawiają. Podniecenie daje się wyczuć w powietrzu. Słychać coraz głośniejsze szepty, a przy drzwiach gromadzi się coraz więcej dziewcząt, aż w końcu kreują zator. Każda z nich trzyma w ręku telefon komórkowy, aparat fotograficzny lub kamerę. Atmosfera szybko się udziela więc i Ty coraz częściej zaczynasz odwracać głowę. Mimowolnie i podświadomi prawie jak w przypadku nerwicy natręctw.
Cztery tygodnie wcześniej.
W małej sali konferencyjnej jest już prawie pełno. Udaje mi się usiąść tylko dlatego, że jeden z moich elektroszpiegów wcześniej zarezerwował dla mnie miejsce. Zanim doszedłem do fotela, było już jasne, że to poseł Kurski, a nie dziennikarze będzie nadawać ton spotkaniu. Żartobliwie i lekko, skacząc z tematu na temat poseł Kurski w zasadzie nie odpowiada na pytania przedstawicieli mediów tylko buduje spójną narrację. Swoją własną wizję świata, którą dziennikarze szybko przejmują jako swoją. Dyskusja od początku toczy się w takich ramach w jakich chce tego poseł. Sprytnie i niepostrzeżenie poseł Kurski wrzuca do początkowo oficjalnej rozmowy, niepoważne i dwuznaczne słowa przez co atmosfera formalizmu szybko ulatnia się z pokoju, a na twarzach dziennikarzy widać małe uśmiechy. Chociaż może oni nie są tacy głupi. Może wiedzą, że przyszli nie po informacje, a raczej na przedstawienie jednego aktora. Poseł Kurski doskonale wie jak przyciągnąć do siebie uwagę. Nie ważne jak, nie ważne gdzie. Ważne, żeby o Tobie mówiono. Samochodowe ekscesy posła Kurskiego to nic nowego. Wywołują nawet oburzenie jego samego. Niebezpieczna jazda samochodem i zamiłowanie do prędkości to chyba jakaś wrodzona cecha populistów. Nie mogę być jedyną osobą, której na myśl przychodzi śmierć Jörga Haidera, który rozbił się pędząc po pijaku ponad 140 km/h. Elektroszpiedzy donoszą, że jeden z asystentów posła Kurskiego, przerażony jego stylem jazdy tak obawiał się o swoje życie, że czytał poradniki o tym jak zmaksymalizować szanse na przeżycie w trakcie wypadku przy dużych prędkościach.
Dwa tygodnie później.
W sali plenarnej trwa konferencja. Połowa miejsc jest pustych. Poruszany temat to pluralizm w mediach i rola nowych mediów wobec starych. Wypowiadają się wielcy przedstawiciele konsorcjów medialnych i dziennikarze. Mija dziesięć minut i sala wypełniona jest już w trzech czwartych. MEP, która prowadzi dyskusję po raz pierwszy ucisza nowo przybyłe osoby. Po kolejnych dziesięciu minutach konferansjerka ma na twarzy wypisaną frustrację. Znowu apeluje o ciszę. Sala plenarna jest już pełna. Przez drzwi nie da się już przejść. Nagle wszystkie głowy zwracają się w jedną stronę. Szepty zamieniają się w rozmowy. Prowadząca dyskusję w mig pojmuje co się dzieje i prosi: czy może pan powtórzyć swoje pytanie za około 2 minuty?
W sali plenarnej trwa konferencja. Połowa miejsc jest pustych. Poruszany temat to pluralizm w mediach i rola nowych mediów wobec starych. Wypowiadają się wielcy przedstawiciele konsorcjów medialnych i dziennikarze. Mija dziesięć minut i sala wypełniona jest już w trzech czwartych. MEP, która prowadzi dyskusję po raz pierwszy ucisza nowo przybyłe osoby. Po kolejnych dziesięciu minutach konferansjerka ma na twarzy wypisaną frustrację. Znowu apeluje o ciszę. Sala plenarna jest już pełna. Przez drzwi nie da się już przejść. Nagle wszystkie głowy zwracają się w jedną stronę. Szepty zamieniają się w rozmowy. Prowadząca dyskusję w mig pojmuje co się dzieje i prosi: czy może pan powtórzyć swoje pytanie za około 2 minuty?
Kiedy odwracam głowę okazuje się, że Hugh Grant przechodzi 4 metry obok mnie. Żeby go zobaczyć muszę się odchylić, bo koleżanka nagrywa filmik swoim aparatem fotograficznym. Jest niższy niż mogłoby się wydawać. Mnie jednak nie interesuje jego wygląd. Czekam na to, aż usłyszę najważniejsze narzędzie uwodziciela. Jego głos. Głęboki i czysty. Brytyjski akcent zdaje się tańczyć pomiędzy zdejmowanymi słuchawkami z tłumaczeniem. W przeciwieństwie do innych członków panelu pan Grant wie, że zacząć przemowę należy od żartu. Szybko przechodzi do konkretów i w prosty, tak obcy politykom sposób nakreśla problematykę naruszenia wolności osobistej przez brytyjskie (i nie tylko) media. Jego przemowa, kończy się szybko i pozostawia niedosyt.
Inni paneliści zabierają więcej czasu, a ich mowa jest kwiecista i pełna półsłówek kryjących drugie dno. Mówią językiem polityki, widać że są częścią gry. Jednak gwiazda aktora miała dopiero zabłysnąć w sali plenarnej w momencie, gdy nadszedł czas na otwarte pytania. Hugh szybko zmonopolizował dyskusję, która obracała się wokół konglomeratu medialnego Silvio Berlusconiego. Przedstawicielka Włoch z powagą broniła swojego kontrowersyjnego mocodawcy podczas, gdy Hugh wpuszczał ją coraz głębiej w maliny kolejnymi pytaniami. Powaga Włoszki i subtelny sarkazm i lekkość słów Brytyjczyka szybko obnażyły absurdy włoskiej sytuacji medialnej. Sala ryczała ze śmiechu, gdy przedstawicielka Włoch przypadkiem wyznała, że Silvio Berlusconi nie jest właścicielem, żadnej gazety. Jest nim jego brat. Nawet Hugh nie mógł powstrzymać śmiechu. Dlaczego ten czarujący Brytyjczyk zaangażował się w polityczną akcję przeciwko mediom? Powody są o wiele mniej czarujące.
Tweety były wyświetlane w real-time w trakcie debaty.
Trzy tygodnie wcześniej.
Siwe włosy to oznaka doświadczenia. W tym przypadku na to doświadczenie niewątpliwie składa się przyzwyczajenie do nieustannych błysków fleszy. Z pogodnej twarzy Jerzego Buzka nigdy nie schodzi delikatny i ciepły uśmiech. Zdaje się, że przemówienie byłego już przewodniczącego Parlamentu Europejskiego odciągnęło wszystkich od przepysznych kanapek z łososiem i lampek wina. To naprawdę nie lada wyczyn. Skupienie ogniskuje się w jednym punkcie. Delikatna i pełna subtelności przemowa Jerzego Buzka szybko się kończy. Kolejni prelegenci muszą się zmagać z konkurencją byłego premiera, który otoczony został już przez wianuszek młodych dziewcząt. Dokładnie w momencie, gdy zakończyło się ostatnie przemówienie Jerzy Buzek został pochłonięty przez dziewczęcy tłum. Poruszał się w nim jak ryba w wodzie, zagadując i uśmiechając się do każdego (a właściwie każdej). Kolejka do zdjęć jest nie do pokonania, więc koncentruję się na doskonałych zakąskach przygotowanych przez polską delegację. Jak dotychczas doświadczenie podpowiada, że to Polacy organizują najlepszy catering. Po kilku pysznych skibkach i lampce wina orientuję się, że kolejka fanek Buzka nie zdążyła nawet zmaleć. Na twarzy byłego premiera widniał ciągle ten sam dobrotliwy uśmiech.
Trzech mężczyzn. Mistrzowie słowa. Każdy z nich najlepiej czuje się w damskim towarzystwie. Polityczny gladiator, aktor i energiczny senior. Uwodzenie to ich sposób na życie. Żaden z nich już nie gra o słowa. Oni się w nich rozsmakowują. A ich słuchacze wraz z nimi.
Trzech mężczyzn. Mistrzowie słowa. Każdy z nich najlepiej czuje się w damskim towarzystwie. Polityczny gladiator, aktor i energiczny senior. Uwodzenie to ich sposób na życie. Żaden z nich już nie gra o słowa. Oni się w nich rozsmakowują. A ich słuchacze wraz z nimi.




